Kraków RETRO WEEKEND 19-20 / 06 / 10 - I Oficjalny Zlot RetroMTB.pl
SOBOTA

Sobotni poranek powitał nas opadami deszczu... Jadąc na umówione miejsce spotkania zlotowiczów zastanawialiśmy się wraz z Sierżantem jak bardzo pogoda przetrzebi szeregi zapaleńców Kolejne SMSy napawały jednak optymizmem: Yves, Aldek, Zimny zmierzali w naszym kierunku
Ostatecznie na miejscu spotkania – krakowskim Rynku Głównym - stawiło się 9 osób: wyżej wymienieni oraz Mateusz (Tajemniczy M), Staszek wraz z kolegą Mariuszem oraz „inspektor” Qsik

W trasę, która w początkowej części wiodła wzdłuż bulwarów Rudawy wyruszyło „siedmiu wspaniałych”.
Prawdę powiedziawszy przy okazji tego wypadu postanowiłem poobserwować różne style, techniki i trendy jeźdźców Mając dość ogólną wiedzę na temat bikerskiej historii większości z jadących mogłem pokusić się o pewne spostrzeżenia, którymi w tym tekście się z Wami podzielę.

Śliska nawierzchnia – zarówno asfaltowa jak i ziemista już na pierwszych kilometrach zbierała żniwo w postaci upadków - na szczęście niegroźnych Kiedy przez Szczyglice dotarliśmy do Skały Kmity deszcz ustał a ciemne, ciężkie chmury odsłoniły niebo. Zaczął się także poważny teren i stanął przed nami pierwszy spory podjazd wiodący śliskim, kamienisto-błotnym wąwozem poprzecinanym sporadycznie korzeniami Nie tylko dobre opony, ale i technika jazdy okazały się tu niezmiernie pomocne Całą Skałę Kmity pokonaliśmy za znakami czerwonego szlaku rowerowego dojeżdżając nim do Kleszczowa. Tutaj zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę przy sklepie Oczywiście spożyciu wszelakiej maści kalorii towarzyszyły dyskusje okołorowerowe oraz nieustająca ocena przybyłych na zlot sprzętów.

Kolejny odcinek to wciąż znaki rowerowe czerwone sprowadzające nas śliską, trawiastą polną drogą usianą ukrytymi, zdradliwymi koleinami ze szczytu Garbu Tenczyńskiego aż do Doliny Brzoskwini Sama dolina, normalnie łatwa i przejezdna nawet dla samochodów pokazała nam inne oblicze – ostatnie intensywne opady wy[łukały spore wyrwy i osuwiska w drodze, które objeżdżaliśmy technicznymi, błotnistymi ścieżkami zachodzącymi na niewysokie ścianki doliny. Na końcu tego odcinka odłączyli się od nas Mateusz i Staszek (ten ostatni dosłownie 5 minut wcześniej zaliczył przy okazji pokonywania zwalonego drzewka na kołach obowiązkowe, honorowe spotkanie z Matką Ziemią ;-)), dalej ruszyliśmy w piątkę.

Wiaduktem na niebieskim szlaku pieszym przejechaliśmy na drugą stronę autostrady i skręciliśmy w szutrową drogę pomocniczą wiodącą wzdłuż niej. Powinniśmy zaraz odbić z niej w znikającą wśród pól gruntówkę, chłopcy z żelaznymi łydkami pognali jednak do przodu poza zasięg głosu. Drobna korekta trasy i niedługim asfaltowym zjazdem dotarliśmy do Doliny Mnikowskiej. Ta zaczęła się niewinnie - asfaltem przez wieś, by po około kilometrze zafundować nam wąskie błotniste ścieżki wiodące wzdłuż strumienia wijącego się wśród drzew i skał. Pierwszą przeszkodą jaką rzuciła nam pod koła dolina był drewniany mostek o około 40 centymetrowym progu.

Idea jazdy rowerem górskim jest taka aby poza mocną łydką radzić sobie z różnymi przeszkodami terenowymi Błachy z pozoru przejazd przez ów mostek pokazał że i realizacja tego założenia może być różna. Mostek jako pierwszy zaatakował Sierżant – człowiek z żelazną łydką i psychą Do tematu podszedł z marszu podrzucając tuż przed mostkiem przednie koło na jego podest. Kiedy już wydawało się że korba XTRa spotka się z deskami błyskawicznym ruchem poderwane zostało tylne koło a rower wyrzucony spod jeźdźca lekko w przód. 5 sekund Cel padł.

Zupełnie inny sposób zaś zaprezentował Yves – subtelny, wręcz wyrafinowany. Powoli dojechał do przeszkody, zablokował koła i w stójce ocenił siły. Wyrzut roweru na zablokowanych kołach i przednie koło dotknęło krawędzi podestu. Przeniesienie środka ciężkości bardziej nad kierownicę i kolejny wyskok w górę – mostek stał się łupem trialowca.

Kilkaset metrów dalej zatrzymaliśmy się nieopodal skały z wymalowanym obrazem Matki Boskiej. Oczywiście postój, poza charakterem turystycznym miał także aspekt sprzętowy – dobry dostęp do strumienia, możliwość przemycia i przeregulowania napędu były tu niemal tak samo ważne.


W Dolinie Mnikowskiej będącej jedną z krótszych w okolicach Krakowa stanęliśmy raz jeszcze – niemal u samego jej końca. W tym miejscu bowiem czekała na nas próba pokonania krótkiego acz treściwego podjazdu pod zbocze doliny Szeroka ścieżka dawała możliwość porównania różnych technik w zależności od bieżnika, ułożenia ciała, geometrii Zamianom rowerów i próbom w różnych kombinacjach osobowo sprzętowych wydawało się nie być końca, podjazd jednak ostatecznie nie padł Na około 35m wspinaczki brakło tych finalnych dwóch...

Jakby podjazdów było nam po tym mało, czekał nas jeszcze jeden - czarnym szlakiem pieszym na wzgórze ograniczające od zachodu Wąwóz Półrzeczki wyprowadziła nas błotnista droga z fragmentami śliskich wapieni. Tutaj mój niekłamany podziw wzbudził Aldek walczący dzielnie z trudami terenu na swoim bezmłynkowym Garym Fisherze. Przełożenie 32-28 wymuszało mocne depnięcia na stojąco, co z kolei ujemnie wpływało na trakcję Aldek pokazał, że potrafi znaleźć złoty środek w takich warunkach

Na szczycie wzniesienia zmieniliśmy kolor szlaku na czerwony Ten zaś doprowadził nas do ciekawego przejazdu przez jar. Najpierw śliski, najeżony korzeniami zjazd z dwoma zakrętami po 90*, następnie dno w kształcie litery V z wymytą w poprzek koleiną a na koniec podjazd będący odzwierciedleniem zjazdu.

Do pokonania szykany pierwszy zabrał się Yves Na szczęście tuż przed zjazdem dostrzegł awarię swojego Speca – brak podkładki pod śrubą mocującą tylny hamulec spowodował wysunięcie się szczęki Brakująca podkładka jak i pomocne dłonie Sierżanta szybko uporały się z problemem, a Jarek dostał nauczkę że zbytnie odchudzanie hamulców nie popłaca ;-)

Szlakiem czerwonym na powrót przekroczyliśmy autostradę i dalej za jego znakami szutrowymi drogami oraz leśnymi slalomami pomiędzy gałęziami zwalonych drzew dotarliśmy w okolice leśniczówki Kopce. Stamtąd częściowo asfaltowymi alejami i leśnymi duktami okrążyliśmy kamieniołom diabazu Niedźwiedzia Góra Asfaltową drogą dojechaliśmy do Krzeszowic mijając po drodze ruiny ceglanej bramy, będącej częścią dawnego ogrodzenia tamtejszych lasów zapobiegającemu migracji zwierzyny W Krzeszowicach zrobiliśmy krótki postój na słynne w okolicy lody.

Apetyty na wieczorne ognisko u wszystkich były już wielkie, uprościliśmy zatem nieco trasę i przejechaliśmy niebieskim szlakiem rowerowym przez Żbik do Siedlca. Stamtąd asfaltem przeskoczyliśmy w okolice pstrągarni Rózin, skąd szutrową drogą wspięliśmy się do Radwanowic. Z tej miejscowości za znakami szlaku pieszego czarnego wyjeżdżamy się na garb rozdzielający doliny Będkowską i Szklarki. Garbem tym jedziemy jeszcze ok 2 kilometrów wzdłuż granicy lasu podziwiając widoki rozciągające się po naszej lewej ręce. Kiedy spotykamy szlak żółty za jego znakami „spadamy” śliskim zjazdem do Doliny Będkowskiej wprost pod Brandysówkę.

Od jakiegoś czasu uważnie przyglądam się poczynaniom Zimnego Pomimo touringowego wyposażenia swojej Tequesty (błotniki, bagażnik i opony typu slick) Jacek zadziwiająco dobrze radzi sobie w śliskim terenie Czy to aby za sprawą przeniesienia na grunt retro młodszej tendencji do utrzymywania stałej, wysokiej kadencji „płynnie” przekazującej napęd na koło bez utraty trakcji w wyniku szarpnięć z napędu?

Pod Brandysówką czekała już na nas Kapuza oraz wszystko co niezbędne na ognisko. Zanim kiełbasa zdążyła się zarumienić nad płomieniami Yves wyciągnął wagę i biegał od roweru do roweru ważąc wszystkie po kolei w różnych konfiguracjach

Po zaspokojeniu pierwszego głodu i pragnienia czekała nas jeszcze jedna rowerowa atrakcja Na specjalnie spreparowanym rowerze (duża rama zgodnie z tendencjami wczesnego MTB, płaskie kąty wymuszające inicjowanie skrętu poprzez pochylenie, słaby tylny hamulec uniemożliwiający pokonanie zakrętu poślizgiem oraz jedyne przełożenie 20:28) należało w jak najkrótszym czasie pokonać wyznaczony tor w kształcie cyfry 8 z dość długimi prostymi i ciasnymi skrętami. Walka była niesamowicie zawzięta, czego dowodem są niewielkie różnice w czasach przejazdu.

Po tym przerywniku pożegnaliśmy Aldka i Zimnego wzywanych przez obowiązki poza rowerowe do domów

Reszta wieczoru to niekończące się dyskusje o rowerach, sprzęcie, tendencjach i zupełnie nie związanych z kolarstwem aspektach egzystencji oraz oglądanie przywiezionej przez Yvesa pokaźnej kolekcji rowerowych zdjęć i rysunków.

Dane z licznika: dystans 62,88km, czas jazdy 4:35:33, średnia prędkość 16,86km/h

NIEDZIELA

Niedzielne zmagania rozpoczęły się z pewnym opóźnieniem ok godziny 9:40. Śmiałków - Sierżanta oraz Yvesa - czekała około 25-cio kilometrowa rowerowa jazda na orientację po Dolinkach Podkrakowskich Do odnalezienia było w sumie pięć punktów kontrolnych, dodatkowo na niektórych z nich czekały zadania specjalne. Pogoda postanowiła wywindować poprzeczkę trudności fundując zawodnikom intensywne opady i niską temperaturę.

Odprawa techniczna polegała na objaśnieniu trasy i omówieniu możliwych wariantów przejazdu Chłopcy wystartowali w 10 minutowym odstępie czasu co skazywało ich na samodzielną pracę z mapą.

Punkt pierwszy znajdował się przy leśniczówce w Dolinie Będkowskiej Dowodem odnalezienia go było przyklejenie na mapę znajdującej się przy szarfach naklejki.
Podobny sposób potwierdzenia obowiązywał na punkcie drugim zlokalizowanym na rozstaju szlaków w okolicy Łazów.
Na punkcie trzecim na jeźdźców czekał Konrad – służył informacjami na temat dalszej trasy i zagrzewał do walki
Na kolejnym punkcie kontrolnym usytuowanym na skrzyżowaniu szlaków w pobliżu Gór Karniowskich na zawodników czekała Kapuza. W zależności od chęci, przemoczenia oraz zmęczenia jeźdźcy mieli możliwość wyruszyć stamtąd na ok. 5-cio kilometrowy odcinek o obowiązkowym przebiegu, wiodący dookoła Doliny Bolechowickiej, lub skierowanie się od razu na kolejny punkt kontrolny Pomimo bardzo niesprzyjających warunków zarówno Yves jak i Sierżant wykazali niesamowitą wolę walki, chęć poznania i hart ducha decydując się na zaliczenie OSu Po zakończeniu pętli obowiązkowej jeźdźcy trafiali znów do Kapuzy, która kierowała ich na kolejny, ostatni już punkt kontrolny.
Na zboczach Doliny Będkowskiej Maciek (szkolenia i prace na wysokości Wertykal) czekał na chłopaków z niespodzianką Na jego punkcie mieli założyć uprząż i przeprawić się wraz z rowerem na drugą stronę głębokiego jaru 60 metrowym mostem linowym Powrót na trasę zależał od ich decyzji – mogli wrócić po linie do punktu rozpoczęcia zadania albo szukać alternatywnego przebiegu po drugiej stronie wąwozu Po tym zadaniu śmiałkowie kierowali się wprost na metę do Brandysówki.

Trasę w krótszym czasie pokonał Sierżant, brawurową jazdę przypłacił jednak dość poważnym wypadkiem na śliskiej drodze doprowadzającej do punktu 6. Ostatecznie po wizycie na pogotowiu okazało się że poza obtarciami i siniakami naderwał ścięgno w pachwinie oraz konieczne było założenie kilku szwów na łokieć.

Z relacji samych jeźdźców jak i sędziów wynikało, że obaj nie ustrzegli się błędów nawigacyjnych zwiedzając ponad miarę piękne podkrakowskie okolice.
Ze względu na nieobecność Sierżanta oraz zrozumiałą potrzebę wypoczynku Yvesa przed podróżą przez całą Polskę zrezygnowaliśmy z hucznego zakończenia imprezy.

Pomimo, że z założenia zlot nie miał nikogo wyróżniać, siedząc wspólnie z innymi sędziami przy herbacie w Brandysówce postanowiliśmy przyznać honorowy, złoty No 1 obu zawodnikom stającym w niedzielne szranki Decyzja o podjęciu wyzwania niedzielnej trasy w kiepskich warunkach atmosferycznych, walka do samego końca pomimo przeciwności losu, ambicja pokonania dodatkowych kilometrów Osu zasługują na szczególne uznanie! Gratulacje Panowie!

Skolioza

PODZIĘKOWANIA za pomoc w organizacji i przeprowadzeniu imprezy składam:

- Maćkowi z firmy Wertykal za profesjonalną budowę i obsługę zadania linowego
- Kapuzie i Konradowi za sędziowanie i pomoc techniczną
- Rygy'emy za opracowanie wizerunku graficznego imprezy
- firmie Cyclo Centrum za ufundowanie upominków dla uczestników

SPEEDY BIKE
tabela wyników
NICK NUMER CZAS (s)
YvesMoi
06
18,7
Aldek
04
20,3
Zimny
05
18,5
Sierżant
02
17,8
Skolioza
-
17,9
MTBo
czasy przejazdu
NICK
START
PK 4
PK 5
META
YvesMoi
10:05
11:13
11:44
12:22
Sierżant
10:15
11:13
12:12
13:07
 
foto: uczestnicy i sędziowie zlotu
Design & Copyright by
All Rights Reserved